PRECLE CIOCI ANI

Nowy Jork “uderzył” mnie wszystkim – wieżowce, ludzie, żółte taksówki, zakupy, no i precle cioci Ani!

“Auntie Anne Pretzels” to stylowa budka jakby z lat sześćdziesiątych oferująca wypieki do ulicznej degustacji. Pracujące tam panie nawiązujące swym wyglądem do tytułowej cioci, wypiekają w niej na bieżąco niebiańskie precle.

Kształt – zakręcone, proste, okrągłe. Smak – słodki i wytrawny. Przepyszne są wszystkie – te nadziewane i posypane. Z parówkami, serem, salami, z papryką, w sezamie, a także w cukrze i cynamonie.

Kramik cioci Ani jest wszędzie – za rogiem, w metrze, na dworcach i lotniskach. W Nowym Jorku i Arizonie, jest nim ogarnięta Floryda, Kalifornia, bo wszyscy w Stanach “szamają” precle.

Ich sekretem jest to, że są sprzedawane na świeżo – zawsze ciepłe, rozpływające się w ustach dogodzą każdemu podniebieniu. Dodatkowym wabikiem na potencjalnego amatora tych doskonałych specjałów jest niepowtarzalny zapach unoszący się w powietrzu dosłownie na kilometr. To zderzenie woni świeżutkiego, pulchnego ciasta ze słodyczą mieszanki cynamonowo – cukrowej, która chyba najlepiej się sprzedaje.

Nie ma człowieka, który przeszedłby obojętnie i wiedziony tym wyjątkowym zapachem nie skusiłby się na tę przekąskę. Mniam, ślinka cieknie – trzeba kupić, nie ma innej możliwości!