DOM SZYNKI W MADRYCIE

Mój mąż kocha szyneczkę do tego stopnia, że gdyby była kobietą to byłabym o nią bardzo zazdrosna. W naszym domu i to nie tylko podczas świąt Wielkanocnych, ta króluje nam na stole.

Z komina, babuni czy od chłopa to skarby wprawiające moją większą połówkę w kulinarną ekstazę. Jednak prawdziwe szaleństwo ma miejsce zawsze, gdy podczas pobytu w Madrycie odwiedzamy dom szynki. Dokładnie tak szybko jak ja zmieniam się w predatora na zakupach, mój maż staje się czarną panterą w tym miejscu. Śmieję się, gdy zwinnie niczym ten drapieżca, ten stu kilowy facet przedziera się po zamówienie.

Zapach tamtego miejsca, gdzie od wiszących, szynkowych, dojrzewających nóg aż się roi jest bardzo intensywny i przez to też nęcący. Do tego atmosfera, tak niepowtarzalna, wesoła i spontaniczna zachęca do spędzenia chwili czasu wraz z resztą stałych, hiszpańskich entuzjastów piwa, buły czy chorizo. Jest głośno, jest gwarno i tłoczno ale nie ma się co dziwić bo dają dobrze i w śmiesznych cenach, żeby nie napisać, że prawie jak za darmo.

W domu szynki w Madrycie znajdziesz klimat prawdziwej Hiszpanii i na pewno spotkasz jej mieszkańców z lubością żujących tamtejsze specjały. Ja się cieszę, gdy tam jem bo jestem wówczas choć przez chwilę częścią tego miasta a nie jego turystycznej nawałnicy.